sobota, 20 sierpnia 2016

EPILOG ~Problemy nikogo nie opuszczają.

UWAGA!
Rozdział Epilog został napisany z różnych perspektyw.



Mary


   Siedzę wraz z dziewczynami w kawiarni i wszystkie czekamy na chłopaków. Z reguły to oni powinni czekać na nas, ale w końcu ta banda to coś.. nie mam słów. Wtedy na balkonie, na ślubie Jo i Kendalla ja.. mu wybaczyłam. Nie wiem, czy to był impuls.. poczułam jego ciepło.. to było gwałtowne. Chciałam do niego się po prostu przytulić i wypłakać mu się, żeby więcej nie zostawiał mnie samą. On w porównaniu do mnie był prawie trzeźwy. Ja wypiłam tyle kieliszków, że lepiej mi było, gdy przestałam liczyć. Nie wiem co sobie wtedy myślałam.. wiem, że gdy rano się obudziłam James był w moim mieszkaniu i zrobił mi śniadanie. A ja na swojej pastelowej sukience miałam dużą plamę z wina. Maslow powiedział, że ‘’trochę’’ zabalowałam, a następnie po przyjeździe do Palm Woods obudziłam wszystkich mieszkańców. Krzyczałam, żeby mnie zostawił, że dam sobie radę sama i, że nie powinien mnie dotykać. A potem rano go przez całą drogę do studia przepraszałam, że podrapałam go po szyi, gdy się wyrywałam pomimo tego, że zrobiła mu to Halston, gdy powiedział jej, żeby się od niego odczepiła. Carlos dwa dni po całym zdarzeniu przyszedł do mnie do domu i wtedy oddał mi torebkę. Torebkę w, której miałam portfel i telefon. Prawie oszalałam bez tych dwóch rzeczy, ale rzuciłam mu się w ramiona i dziękowałam, że wreszcie odnalazł mą torebkę, którą sobie zachował. Teraz najchętniej bym go za to zabiła. Camille poznała chłopaka, który trochę nie przypadł mi do gustu. Nie chodzi o to, że nie jest w moim typie, czy coś.. chodzi mi raczej o to, że do mojej kochanej, delikatnej przyjaciółki nie pasuje chłopak malujący włosy i, który w dodatku gra na gitarze elektrycznej i.. no po prostu nie wierzyłam własnym oczom, gdy się dowiedziałam. No niestety, miłość jest ślepa. Michael Clifford. Kojarzy ktoś? Ach, a tak w ogóle Carlosowi i Alexie urodziło się dziecko. Zostałam chrzestną, bo trochę jej groziłam, że jeśli nie będę chrzestną na jej dziecko naślę Jamesa.. ona przerażona tym, że Maslow mógłby opiekować się jej słodką dziewczynką nominowała mnie na chrzestną. Chrzestnym został Logan. U Logana i Makenzie się pozmieniało! Byli w podróży po całej Ameryce i przywieźli nam parę pamiątek i.. drugiego psa, lecz na szczęście tydzień po powrocie wyprowadzili się z Palm Woods i biedny James nie musiał się już zajmować drugim psem. Mały Rufi nie zabiera już jedzonka Foxowi. Elias regularnie mnie odwiedza. Obiecał mi to, gdy okazało się, że moja mama zna jego babcię. Nawet nie wiesz jak bardzo był szczęśliwy, gdy się dowiedział. Teraz traktuję go jak brata, a moja mama jak swojego syna.. może to dlatego, że między nią a jego ojcem coś zaiskrzyło? Czuję, że tato byłby zadowolony ze szczęścia mamy. I mam nadzieję, że tak jest.. nadal nie mogę uwierzyć, że matka Eliasa zmarła, gdy miał dziesięć lat. Wiem co chłopak, czuł, bo sama straciłam ojca wcześnie.. ale później niż on.. życie to gówno. Poprawiam po raz setny moją bluzkę na ramiączkach, gdy widzę, że chłopcy idą w stronę kawiarni. Jeśli miałabym być szczera lekko się stresuję. Odkąd zrobiłam sobie roczną przerwę od koncertów i nie chodzę do studia nie widuję prawie Jamesa. Chłopcy właśnie pracują nad ich ostatnim albumem. Zapowiedzieli, że na krążku pojawią się też ich solowe piosenki. W sumie będzie ich cztery. Ale to tylko w wersji deluxe. Pochwalę się, że wiem jaki tytuł piosenki ma James. I nie nie powiem jaki to tytuł.
 


-Witam panienki, stęskniłyście się za swoimi mężami i chłopakami? - przywitał się Carlos przejeżdżając ręką, po swoim tygodniowym zaroście. Jo się zaśmiała, a Makenzie pokręciła przecząco głową.-Nie cieszycie się, że widzicie najprzystojniejszych facetów w Los Angeles?


-Bez jaj.. jest prawdopodobieństwo, że jestem ślepa.. - zamyśliłam się, a szatyn usiadł obok mnie i popatrzył na mnie pytająco.-Ja nie widzę tych najprzystojniejszych facetów w Los Angeles.. - popatrzyłam niewinnym wzrokiem na Carlosa, a on zmierzył mnie morderczym wzrokiem.-Nie ma tu One Direction.



-W sumie.. to było śmieszne. - Logan usiadł między mną, a Makenzie i objął dziewczynę ramieniem.-No co? - spytał, gdy Latynos przekręcił oczami.-Czasami jej żart są śmieszne.



-Ha! Czasami, tylko czasami. - podkreślił Kendall i tym razem ja przekręciłam oczami.
W tej samej chwili dostałam powiadomienie z twittera o nowej wiadomości.



-Maslow, ona cię zdradza. Role się odwróciły. Kochanek do niej napisał. - Makenzie szturchnęła Logana, a on nie spoglądając w moją, ani Jamesa stronę zaśmiał się. Chwile potem reszta mu zawtórowała.

..Nawet James..


-Po pierwsze.. - zaczęłam.-Twoje żart są bardziej suche, niż tosty Jamesa. - wskazałam palcem na blondynkę, a ona się uśmiechnęła do mnie niewinnie.



-O boże.. przypomniałaś mi o czymś.. - zaczął Kendall.-Poprosiliśmy raz Maslowa, aby zrobił nam śniadanie. To był pierwszy i ostatni raz. Tymi tostami mogłoby się wybić okno.



-Hej! Mówiłem, że ja robię parę rzeczy naraz. Więc, gdy tosty się robiły, poszedłem się umyć, wysikałem się nawet, na jak wróciłem.. to nie moja wina, że były czarne.. Same się przypaliły.



-Bo ich idioto nie pilnowałeś! - Henderson przekręcił oczami, a ja zaczęłam odpisywać Eliasowi.



@PrincessElias69: Czy, gdybym rozbił twój ulubiony kubek, zabiłabyś mnie..?



@MarySQueen: Zależy też od tego, który zbiłeś..



-Dobra, pomijając ten fakt, że obrzydziliście mi kawę, tymi wspomnieniami.. - wtrącił się Carlos.-Myślałem ostatnio nad wyjazdem.. tylko, że z wami.. wszyscy w ósemkę.. albo w dziesiątkę, zależy to też czy Camille z tym swoim by zachciała z nami jechać.. pojechalibyśmy razem na jakieś wakacje? Nie wiem, gdzie.. tak ostatni raz.. bo jak się reszta dorobi dzieci to nic z tego nie będzie, a naszą dziewczynkę wysłalibyśmy do mamy Alexy..



-Wiesz, co.. moim zdaniem.. - zaczął Logan, ale Latynos mu przerwał.
Kolejne powiadomienie z twittera.



-Wiesz, czym się różni twoje zdanie od kawy? - wskazał na swoją filiżankę, a brunet popatrzył na niego znudzony.-O kawę prosiłem. - wyszczerzył się.



-O nie, Carlos Ty śmieszku.- Jo mu zaklaskała,a on wstał i się ukłonił.



@PrincessElias69: Ten w kształcie obiektywu..
 @PrincessElias69: Czy Ty wiesz, jak bardzo cię kocham przyszła siostrzyczko?

Zabiję go..

-W sumie to było śmieszne.. - odezwałam się w końcu ściskając telefon w dłoniach.-Śmieszniejsze w sumie od moich żartów. - uśmiechnęłam się i zaczęłam odpisywać, Eliasowi.


@MarySQueen: A wiesz jak bardzo kocha cię moja pięść? :) 
@MarySQueen: W sumie to nie ciebie.. tylko twoją piękną szczękę.

@PrincessElias69: Zdaję sobie z tego sprawę..




Makenzie

Wróciłam z Loganem do mieszkania i padłam od razu na kanapę. Rufi wskoczył na kanapę i położył się na moim brzuchu.. Jezusie
Byłam przeciwna kupowaniu psa.. bardzo przeciwna. Tak cholernie, że Logan codziennie wieczorem przynosił mi kwiaty z karteczką ‘’Namyśliłaś się na psa’’?
Był, jest i będzie najbardziej wkurzającym człowiekiem na tej ziemi.
Ale też najbardziej kochającym..
Ekhm.. bo się rozkleję.
Brunet położył się obok mnie i objął mnie ramieniem. Pogłaskał pieska po czubku łebka i zamknął oczy. Nie chciałam się odzywać. Było przyjemnie. Było dobrze. Chciałabym, aby zawsze tak było. Lecz on się poruczył i odwrócił się w moją stronę.

-Cieszę się, że tu jesteś. - powiedział nie otwierając oczu. Uśmiechnęłam się i odgarnęłam kosmyk jego włosów, opadających mu na czoło.-Nie żartuję, jesteś jedną z najlepszych rzeczy, które mnie spotkały. - przerwał i otworzył oczy.-Jesteś zaraz po Rufim. - przekręciłam oczami.

-Nie jesteś śmieszny. - odwróciłam się do niego plecami przy czym piesek zsunął się z mojego brzucha i usadowił się pod moją ręką. Brunet się zaśmiał przysunął się bliżej do mnie i schował twarz w moje włosy.

-Ale, kochasz mnie właśnie za ten denny humor, czyż nie, blondynko?

-Chwila.. - odwróciłam się i udawałam lekkie oburzenie.-Nazywając mnie blondynką, miałeś na myśli to, że jestem głupia? - spiorunowałam go wzrokiem, a on się wyszczerzył.-Nienawidzę cię.

-Co? Nie.. przecież to.. te żarty o blondynkach.. wiesz sama, że są głupie hej.. czemu dziewczyny tak źle wszystko odbierają?

-A jak teraz coś powiem to źle to odbierzesz? - uśmiechnęłam się niewinnie, a on pokręcił głową na nie.-W takim razie.. przyzwyczaj się, że tutaj leżysz. Bo dziś śpisz na kanapie. - rzuciłam w niego poduszką, a Rufi zeskoczył z kanapy. Wstałam i poprawiłam bluzkę, a Henderson popatrzył na mnie z udawanym przerażeniem.-Idę wziąć prysznic.

-Co?! Hej.. Mak! To nie fair! Co ja ci takiego zrobiłem? - śmiał się, a ja wystawiłam mu język.

-No wiesz.. to z miłości, skarbie.

Tak, czasami muszę ustawić go do pionu. Zapomniał, że się ze mną nie zadziera.




Mary

@PrincessElias69: Byłem u mojego ojca w domu. Ale zaraz wyszedłem, bo jest zajęty..
@PrincessElias69: Twoją mamą ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Starałam się nie zaśmiać, gdy dostałam jego wiadomość. Z Jamesem wyszliśmy do parku, a ta minka mnie dusiła. Skończyło się na tym, że zakryłam usta ręką i schowałam telefon do kieszeni. Maslow popatrzył na mnie zaskoczony, ale się nie odezwał. To chyba nawet lepiej. Nie chciałabym opowiadać mu jakie wyobrażenia ma Elias.
Ale.. tak w sumie.. może są do siebie trochę podobni..
Nieee.. chociaż..
Nie odzywaliśmy się do siebie. Żadne z nas nic nie powiedziało odkąd wyszliśmy z kawiarni. Trudno złapać mi było z nim kontakt wzrokowy od tamtego wieczoru..
Prawie nie rozmawiamy. Coś się zmieniło.. znaczy.. to całowanie, pieprzenie, kłótnie..
Chyba nadal mam nadzieję, że będzie tak jak kiedyś.. pomimo tego, że nigdy już tak nie będzie.
Siedzimy na ławce, a James nawet chyba nie myśli o tym, aby mnie dotknąć. Ani o tym, aby się odezwać..
Złapałam go za dłoń i złączyłam nasze palce.

-Kto napisał? - spytał, gdy ścisnął mocniej moją dłoń. Nie uśmiechał się.. wyglądał jakby był zakłopotany.. tak jak trzy lata temu, gdy wyznawał swoje uczucia wobec mnie.

-Elias. - uśmiechnęłam się na wspomnienie tej buźki.-Powiedział, że.. poszedł do swojego ojca.. ale nie przeszkadzał, bo jest on zajęty moją mamą. - starałam ukryć uśmiech chowając twarz w jego kurtkę. Szatyn pogładził mnie po głowie.

-Ciekawy jestem miny twojej mamy, gdyby wszedł im do sypialni. - nie uśmiechnął się, ale objął mnie ramieniem. Poczułam się przez to lepiej.-Wiesz z tymi wspólnymi wakacjami.. to w sumie dobry pomysł. Trasa zacznie się za miesiąc, a my moglibyśmy gdzieś wyjechać na tydzień.. ewentualnie dwa.

-W sumie.. to serio dobry pomysł. - uśmiechnęłam się, a on popatrzył na mnie z nadzieją.-Tylko co byśmy zrobili z Foxem? A co z Rufim? Przecież nie moglibyśmy ich tak zostawić..

-Rufi? - spytał zaskoczony.

-No pies Makenzie i Logana. - James przekręcił oczami i pocałował mnie w czubek głowy.-No chociaż w sumie.. mogłabym zapytać Eliasa, czy zaopiekowałby się nimi.

-Nie chodziło mi o te wakacje.. - zaciął się, a ja położyłam głowę na jego kolanach.-Chodziło mi o nas. We dwójkę. Wyjechać gdzieś, odpocząć. Sprawdzić, czy między nami.. będzie wszystko ok, czy już jest wszystko ok. Co Ty na to? - spytał z nadzieją w głosie. Chciałam odpowiedzieć tak, ale.. w sumie sama nie wiem.

-Wiesz, ja.. - nie dokończyłam, bo kto krzyknął z oddali? Camille!

Nie wiem czy mnie uratowała przed wypowiedzeniem tego, jak się teraz dziwnie czuję, ale wiem, że poczułam się lepiej, gdy James delikatnie musnął moje wargi swoimi, gdy podnosiłam się z jego kolan.

-Mary jak cie dawno widziałam! - wstałam z ławki i przywitałam się z brunetką. Przytuliłam się do niej, a gdy położyłam brodę na jej ramieniu zauważyłam za jej plecami, powoli idącego w naszą stronę Michaela. Zatrzymał się parę kroków od nas i zmierzwił włosy. Puściłam Roberts i uśmiechnęłam się do chłopaka.-Och, James poznaj Michaela. - odwróciła się do chłopaka i wyciągnęła do niego rękę, aby do nas podszedł.-To jest mój chłopak Michael, Michael to jest James, chłopak Mary.

-Znam go, znam. - powiedział szatyn i podał dłoń chłopakowi.-Po pierwsza gra w bardzo fajnym zespole, a po drugie, był na ślubie Jo i Kendalla.

-Ty tez byłeś, ciebie widziałem również. Miło poznać. - uśmiechnął się.

-No dobra, dobra chcieliśmy wam powiedzieć tylko jedno.. - brunetka wzięła głęboki oddech.-Wyjeżdżamy z Los Angeles. - przełknęłam ślinę, a James złapał mnie dyskretnie za rękę.-Muszę sobie od tego na chwilę odpocząć. Michael niedługo ma trasę koncertową z chłopakami i zanim od wyjedzie chcieliśmy znaleźć sobie jakieś przyjazne gniazdko, gdzieś gdzie.. nie będzie wszystko kojarzyło mi się z tamtymi wydarzeniami. - wydarzeniami.. cały czas nie może patrzeć na Logana jak na swojego brata..? -Uwierz mi, Mary, to mi zrobi dobrze. - uśmiechnęła się, a ja jeszcze ją przytuliłam.-Nie płacz. Będę codziennie dzwonić. Obiecuję. - przytuliła się jeszcze mocniej i obie zaczęłyśmy płakać jak idiotki.






Alexa

Nie, żeby coś, ale nie wiem jak to możliwe, że Carlos bawiący się z naszą dziewczynką rozwalał więcej zabawek po mieszkaniu niż ona sama. Doprawdy. Chodząc po mieszkaniu i je zbierając odkrywałam coraz to nowsze zabawki. O niektórych nawet nie miałam pojęcia.
Padłam na kanapę w salonie i spojrzałam we włączony telewizor. Leci właśnie powtórka koncertu BTR sprzed miesiąca.
Był w Polsce.
Mary cholernie długo prosiła Gustavo, aby się zgodził. Chłopcy nie mieli nic przeciwko, ale trasa po Europie wcale nie podpasywała menadżerowi.
No, ale w końcu się zgodził.
Nikt z nas nie wie, jak to możliwe, że nagle zmienił zdanie, ale nie chcieliśmy pytać o szczegóły. Wiemy bynajmniej, że dla Polski to było jedno z ważniejszych wydarzeń.

-O matko. Ona jest szybsza ode mnie. - Latynos opadł obok mnie na kanapę i westchnął.-Chyba się starzeję.

-Ty? No coś Ty! Zawsze będziesz dla mnie, młodym chłopaczkiem, który ledwo skończył osiemnaście lat. - uśmiechnęłam się, a Carlos przekręcił oczami.-Coś innego chciałeś usłyszeć?

-Nie, ta wersja może być.. tylko.. po prostu poczułem się jakby mama do mnie to mówiła, a nie Ty.

-Porównałeś mnie ze swoją mamą.. to w sumie miłe.

-Bardzo.

Chwila ciszy.

-Widzisz ile ostatnio się dzieje? Pogrzeby, śluby, dzieci. I tak w kółko.. znaczy z tymi dziećmi to jeszcze trochę poczekamy. Zanim Kendall i Jo się zbiorą, ale ogółem to.. ostatnio jest lepiej. W sensie.. Żadnych problemów, kłótni, zdrad, dziewczyn, które wracają aby rozbić ci związek. Przez parę miesięcy jest spokój, rozumiesz? Mała rośnie, my się starzejemy. - przekręciłam oczami, a on się zaśmiał.-Ale Ty przy okazji ładniejesz. - uśmiechnął się.-Ale.. to, że jest trochę spokoju to nie zmienia faktu, że życie to niezła dziwka.

-Bo lubi się pieprzyć. Wiem, Carlos. - westchnęłam i położyłam głowę na jego ramieniu.-Kocham cię.

-Ja ciebie też.




Jo

-Ciekawe po co dzwonił. - powiedział Kendall, gdy usiadł obok mnie.-Może oddzwonię? Mój brat nigdy nie dzwoni bez powodu.. no chyba, że chce mi złożyć życzenia urodzinowe, ale to też w sumie jakiś powód. - westchnął i spojrzał na ekran telefonu. Nie mogę się tobą chwilę nacieszyć, bo zaraz są jakieś problemy..

-To żaden problem. - uśmiechnęłam się i przytuliłam go.-Może po prostu chciał pogratulować ci małżeństwa? W końcu tylko on z twojej rodziny nie przyjechał. Oddzwoń lepiej, aby się nie martwił. - złapałam go za dłoń, a on wstał z kanapy i wybrał numer do Kennetha
-Dzwoniłeś? Stało się coś? Coś poważnego.. matko.. co? - słyszałam jak głos blondyna powoli się załamywał.-D.. d-dlaczego? Kiedy? Tak, oczywiście, że przyjedziemy. Powiedz rodzicom, że ich kocham i, że ich wspieram. I ciebie też kocham, bracie. - płakał. Kendall płakał. Był bliski załamania.

Opuścił telefon, a ja się do niego przytuliłam.

-Co jest?

-Kevin. On. - odsunął się ode mnie na wyciągnięcie ręki i spojrzał mi w oczy.-Popełnił samobójstwo.

Zacisnął powieki i opadł na krzesło uderzając pięścią w stolik.

Czy to kara?
Wszyscy mają cierpieć?
Za co?
Czemu?

To nie powinno się tak skończyć..
Wszyscy liczyliśmy na szczęśliwe zakończenie.
Gdy nie ma problemów przez dłuższy czas one potem uderzą cię ze zdwojoną siłą.
I pozostaną z tobą, zapewniając, że cię nie opuszczą.





















Witajcie w ten smutny dzień..
Mam trochę lepszy humor, bo najpierw obejrzałam cały sezon trzeci serialu o BTR, a teraz oglądam sobie Teen Wolf'a, więc.. jest dobrze.
Nie. Nie jest dobrze, ani trochę. Jest mi smutno pomimo tego, że ten blog był na totalnym spontanie..
To było coś w stylu: HEJ CZEMU BY NIE ZAŁOŻYĆ BLOGA?
Teraz się śmieję z tego xD
Nie wierzę, że to koniec. Owszem od początku miałam plan aby zmieścić to wszystko w 100 rozdziałach.
Ale teraz jak na to spojrzeć to chciałabym napisać tego więcej.
Kendall wraz z chłopakami przeprowadziliby śledztwo na temat samobójstwa Kevina.
Matka Jamesa by się w końcu do niego odezwała.
Mary dostała by brata... w sensie prawnie Elias i ona to byłoby rodzeństwo.
Elias znalazłby sobie dziewczynę.
Camille i Michael DOROBILIBY się dzieci. Bez ślubu. Byłby skandal.
Carlos i Alexa mieliby sielankę.
Związek Makenzie i Logana przechodziłby kryzys..

Dobra, dobra bo się rozpędzę.
Dziękuję wam za ponad 18 tys. wyświetleń. Dla niektórych to mało, ale dla mnie to jest jedno wielkie JA PIERDOLĘ KIEDY TO SIĘ STAŁO?!
Muszę przyznać, że pod koniec miałam mały brak weny na to opowiadanie. Ostatnie 6 rozdziałów pisałam na tygodniu i wiedziałam co w nich umieszczę, ale.. nie wiedziałam jak ujmę to w słowa.
Przez co zaniedbałam drugiego bloga, ale spokojnie. Wstawię tam coś na dniach.
To dzięki Rushers zdobyłam się na odwagę na pisanie. Dziękuję wam mordeczki.
Wstawiłam na wattpada swoje opowiadanie na rok bloga i miało ono 11 wyświetleń. Hehe
Ostatnio cały dzień siedzę na wattpadzie.
Dziękuję mojej przyjaciółce, która cokolwiek bym nie napisała czytała to i oceniała.
DZIĘKUJĘ.
DZIĘKUJĘ wam: Naćpana Colę, THE UNFORGIVEN, Sylwii Dreams, Tami G,  risiki JB, Aaliyah Hunger Games, Marceli Weasley i Admince Ninie.
Dziękuję wam bardzo, że tu jesteście i byłyście.
Ja sie z wami żegnam. 
Niżej dam wam mały... zwiastun? Opowiadania którego piszę.
Ci co byli na Welcome to my life to czytali kawałek xD






MÓJ BOŻE MUSIAŁAM

 Witaj. Mam chujowe życie. To sobie przez te ostatnie trzy lata powtarzałam. Dzisiaj mam zamiar zebrać się w sobie i stać się innym człowiekiem. Zanim mój chłopak. Mój kochany chłopak zginął w wypadku było wszystko świetnie. Byłam wesołą, nieśmiałą nastolatką, która wszystko miała, ale po utracie największej miłości swojego życia-odechciewało mi się życia.

Zastanawiałam się codziennie, co mnie trzyma przy tym życiu. Dom, praca, rodzina czy przyjaciele? Sama nie wiem. Nie wiedziałam aż do dziś. Tak naprawdę nikt nie chce żebym żyła. Nie mam przyjaciół, a rodzina mieszka daleko od mojego aktualnego zamieszkania. Moja praca, chyba tylko to trzyma mnie przy życiu. Z zawodu jestem fotografką. Fotografuję słynnych ludzi, ale nie fascynuję się tym zbytnio. Aparat jest moją jedyną rzeczą, którą kocham (mój pies się nie liczy, bo to nie rzecz). Zaraz musiałam wychodzić do pracy. Zanim przekroczyłam próg mojego domu zadzwoniła do mnie Rosie. No dobrze mam jedną kochaną, cudowną przyjaciółkę.



CZEŚĆ :)



sobota, 6 sierpnia 2016

Rozdział 91 ~ Ostatni

 


    Gdy muzyka zaczęła grać Jo pod ramię z dziadkiem wkroczyła na czerwony dywan , który został rozłożony wzdłuż kościoła. James wyprzedził ją i stanął obok Mary przy ołtarzu. Szatynka spiorunowała go wzrokiem, lecz się nie odezwała. Chłopak uśmiechnął się do niej i pokazał jej kciuk w górę na znak, że wszystko gra. Santiago westchnęła i z uwagą zaczęła przyglądać się nadchodzącej Jo. Zauważyła, że blondynka stawia niepewne kroki. Tak jakby się bała bliżej podejść. Chwilę potem Jo prawie potknęła się o rąbek sukni, lecz dziadek nie tracąc klasy, przytrzymał ją. W końcu Taylor z wdziękiem doszła do ołtarza, a Kendall z lekkim rozbawieniem podał jej ramię. Blondynka zacisnęła usta w cienką linijkę, a Schmidt pogładził jej ramie kciukiem i się uśmiechnął. Zauważywszy to Mary przekręciła oczami, a szatyn szturchnął ją w ramię.

-Zebraliśmy się tutaj, aby..

-Powinnaś się częściej uśmiechać, a nie tylko przekręcać oczami. - szepnął James w stronę Mary.-Wtedy ładniej wyglądasz niż przed chwilą. - uśmiechnął się.-Chociaż.. w sumie to zawsze ładnie wyglądasz.

sobota, 23 lipca 2016

Rozdział 90



                                                      

-N-niech pani poczeka! Proszę się nie ruszać! - podekscytowaną Jo, próbowała uspokoić fryzjerka, która od godziny starała się dopracować jej fryzurę na ślub. Warkocz na czubku głowy był ozdobiony wianuszkiem ze srebrnych kwiatków, a w kok zostały wpięte brokatowe spinki. Wszystko to ozdabiał krótki welon dosięgający jej do łopatek. Sukienka została ozdobiona srebrnym paskiem wokół jej pasa. Nie posiadała ramiączek, a w biuście miała leciutkie wcięcie. Dół sukni został zrobiony z jedwabiu, a po bokach to wszystko dopracowywał tiul. Buty były wysokimi szpilkami z kwiatkiem ozdobnym po boku. Wyglądała jak księżniczka i tak też się czuła.-Jeszcze tylko jedna spinka! - powtórzyła trzeci raz fryzjerka i wsunęła ozdobę we włosy. Gdy skończyła odetchnęła z ulgą i odeszła od przyszłej pani Schmidt. Blondynka spojrzała na swoje odbicie i uśmiechnęła się do siebie. Założyła na nadgarstek złotą bransoletkę z dwoma serduszkami, którą dostała przeddzień ślubu od swej matki i dotknęła dłonią swoich włosów. Ponownie się uśmiechnęła i wstała z obrotowego krzesła.



-Możecie wejść! - krzyknęła do swoich przyjaciółek, który czekały na efekt końcowy za

sobota, 16 lipca 2016

Rozdział 89

   

     


   Skreśliła słowa napisane na kartce, zacisnęła pięści i odchyliła się na krześle do tyłu. Nie było jej łatwo przelać słowa znajdujące się w jej głowie na papier. Walczyła z demonami znajdującymi się w jej umyśle, sprzeczała się z uczuciami i próbowała wytrzymać ze wszystkim co ostatnio wydarzyło się jej w życiu. Nadal nie pogodziła się z Camille, nawet nie pozwoliła jej wejść do swojego szpitalnego pokoju, podczas gdy dziewczyna codziennie do niej przychodziła. Brunetka chciała się pogodzić, a Santiago pomimo tego, że wybaczyła jej to co kiedyś powiedziała, nie chciała jej więcej widzieć na oczy. To nie było na jej nerwy.. patrzenie na nią gdy jest szczęśliwa podczas gdy ona sama nie była, bolało ją bardziej, niż samotność. Wszystko ostatnio szło nie po jej myśli. Odwołała koncert ze względu na pobyt w szpitalu, a gdy przeniosła go na inny termin zemdlała na scenie i powróciła ponownie na szpitalne łoże. Przegryzła końcówkę długopisu i wzięła głęboki oddech ‘’No już. Napisanie dwóch zwrotek nie może być takie trudne’’ - pomyślała i ponownie zaczęła bazgrolić po kartce.




sobota, 2 lipca 2016

Rozdział 88





  


  Jo wraz z Camille i Mary po południu następnego dnia postanowiły przejść się do centrum handlowego do sklepów z sukniami ślubnymi. Pomijając fakt, że data ślubu nie została jeszcze ustalona weszły do jednego z pierwszych sklepów i uważnie się rozejrzały. Brunetka i szatynka usiadły na kanapie stojącej między dwoma manekinami na, których wisiały suknie ślubne. Taylor podbiegła do jednej z nich i uważnie się jej przyjrzała. Suknia nie miała ramiączek i lekkie wcięcie w dekolcie, na dole, wokół pasa, miała falbanki, a góra była cała w brokacie mieniącym się do słońca. Jo uśmiechnęła się do manekina, a następnie spojrzała na przyjaciółki.



-Czyż nie jest śliczna? Mogłabym nawet teraz ją założyć! - zaśmiała się i dotknęła jedwabnego materiału, a następnie palcami zjechała do rogu sukni.-Nie odpowiedziałyście mi. Pytałam, czyż nie jest śliczna..

sobota, 25 czerwca 2016

Rozdział 87





  

 -Nie mogło być, aż tak strasznie. - powiedziała Jo obracając złoty pierścionek na swoim palcu. Mary, wróciła tamtego dnia ze szpitala. W ranę na nodze nie wdało się zakażenie. Dostawała leki przeciwbólowe przez półtora miesiąca pobytu w szpitalu. Siniaki zdążyły zniknąć, a małe rany zakrzepnąć. James wyszedł ze swojego okresu leczenie o tydzień wcześniej niż szatynka. Pobicie nie było tak krytyczne i równie dobrze lekarze mogli go wypuścić po czterech dniach, lecz woleli aby chłopak został na dłuższej obserwacji. Mimo tego, że potem miał dość szpitala, odwiedzał przez ostatni tydzień Mary i codziennie przynosił jej nowy sok w kartoniku, a Kendall przez ten czas zdążył oświadczyć się Jo.-No, spójrz. Wokół ciebie musiał się kręcić przynajmniej jednak taki doktor, który był przystojny. - blondynka postawiła przed przyjaciółką kubek herbaty.



-No, a jednak się nie kręcił. - spojrzała na Jamesa, który od jej powrotu do Palm Woods nie odezwał się do niej, ani słowem.-Ech, czyli co.. Kendall teraz wprowadza się do

sobota, 18 czerwca 2016

Rozdział 86

  

     Czekanie nic nie daje. O godzinę za długo wszyscy siedzieli w samochodach i spoglądali co chwila na magazyn. Zero strzałów. Zerwo krzyków. Nic, cisza. Jednak przyjaciół, porwanych, coś niepokoiło. Nie mogli uwierzyć w to, że przez tyle czasu James nie rzucił się na jednego z porywaczy. Nie miał, przecież stalowych nerwów. Szybko się denerwował tak samo jak szybko się zaczynał śmiać. To wszystko było podejrzane, lecz żaden z nich nie podsuną, aby policja w końcu napadła na napastników. Bali się? Tylko o co? Czy w tamtej chwili nie myśleli o przyjacielu? Cały czwórka kiedyś oznajmiła, że są dla siebie jak bracia, lecz co teraz?


-A1 zgłoś się. - przez walkie-talkie Kendall i Logan usłyszeli przerażony głos Carlosa.-Powinniśmy już wchodzić. Policja się przygotowuje.


-Czy to możliwe, aby mu coś zrobili, a my tego nie usłyszeliśmy? - spytał drżącym głosem Kendall przymierzając się do otwarcia drzwi.


-Jest dziewięćdziesiąt procent szans, że już go zakneblowali, przywiązali do krzesła i kazali patrzeć jak Mary cierpi. - brunet wziął głęboki oddech i spojrzał w lewe lusterko.-Coraz bardziej myślę, że to wszystko możemy spieprzyć.



sobota, 11 czerwca 2016

Rozdział 85

  
  Z jej nogi leciała krew, a siniak na jej policzku robił się coraz bardziej fioletowy. Dostała w twarz i nos za to, że prawie udało jej się rozerwać więzły na jej nadgarstkach. Mary siedziała poobijana na krześle, ze świstem ciągając i wypuszczając powietrze. Tlen ledwo dostawał się do jej płuc przez co musiała brać coraz to głębsze oddechy. Srebrny napis na jej kremowej bluzce był całkowicie poplamiony krwią, a w prawą nogawkę jej jeansów szkarłatny płyn zdążył wsiąknąć i zaschnąć. Kevin zapalił papierosa i oparł się o wieżę z pudeł. Spojrzał na dziewczynę i wypuścił dym z ust.



-Patrzenie jak Ty cierpisz nie jest takie rozkoszne jak wtedy, gdy twoja siostra umierała. Czasami jest mi ciebie żal, ze względu na to jak łatwo dałaś się omamić ,moją dobrocią. Jak łatwo nabrałaś się na udawaną jędzowatość Rosie. I na to, że myślałaś, iż to Toby zabił twoją siostrę. - blondyn zaciągnął się i wypuszczając dym z płuc podszedł do Mary i kucnął naprzeciwko niej.-Teraz przyznaj, że źle postąpiłaś chroniąc swoją matkę. Powiedz, że żałujesz biorąc długi i wszystkie grzeszki swojego ojca na siebie. - szatynka uśmiechnęła się i splunęła Kevinowi w twarz.


-K-Kevin! Oni przyjechali.. - do pomieszczenia wbiegł Toby próbujący zaczerpnąć tchu.

sobota, 4 czerwca 2016

Rozdział 84




  

   Alexa jako pierwsza dostała telefon od policji z oświadczeniem, że powinna złożyć zeznania. Przy okazji na komisariat pojechał z nią również Carlos z Eliasem, którzy poznali się przy mieszkaniu Mary. Latynos był zdziwiony tym, że nigdy na oczy nie widział chłopaka, a on poinformował, że jest przyjacielem Santiago. Starał się wyrobić o nim zdanie, ale cały czas je zmieniał. Z jednej strony Warner wydawał się być naprawdę miłym facetem, ale z drugiej strony PenaVega praktycznie nie wiedział o nim nic więcej niż to, że mieszka na obrzeżach Los Angeles.

-Kto pierwszy wchodzi? - spytał brunet, gdy we trójkę znaleźli się w szarym korytarzu przed biurem komisarza Browna.

-Ja pierwsza wchodzę. - blondynka przegryzła wargę i westchnęła. Spojrzała na stalowe drzwi, a potem na policjanta, który ruchem ręki zaprosił ją do pomieszczenia. Latynos